Po dekadzie temat jednolitej daniny wraca, ponieważ ponownie opowiedziały się za nim think tanki z różnych środowisk, w tym Instytut Finansów Publicznych, a jednocześnie rząd odstąpił od pomysłu przyznania Państwowej Inspekcji Pracy uprawnień do administracyjnego „przymusowego” przekształcania kontraktów B2B w umowy o pracę. I słusznie – byłoby to leczenie objawów, a nie źródła problemu, którym pozostaje narastająca od blisko 20 lat rozpiętość obciążeń między umową o pracę,a innymi formami aktywności zawodowej.
Arbitraż podatkowo-składkowy narasta od kryzysu finansowego. Lansowana wówczas potrzeba elastyczności rynku pracy zaowocowała kolejnymi preferencjami dla umów cywilnoprawnych oraz młodych i małych firm, pogłębiając segmentację rynku pracy („uśmieciowienie”). Żaden rząd nie ograniczył tej tendencji – przeciwnie, była ona wzmacniana przez kolejne ulgi, mnożenie podstaw wymiaru składek oraz tzw. zbiegi tytułów, umożliwiające obniżanie oskładkowania przy łączeniu kilku form zatrudnienia.
Argumenty za jednolitą daniną są dziś zasadniczo te same, co dekadę temu: lepsze zabezpieczenie składkami osób o niższych dochodach, zwiększenie progresji całkowitego klina podatkowo-składkowego oraz ograniczenie arbitrażu między formami zatrudnienia. Pracowałem nad tą reformą już dwukrotnie – w latach 2005–2006 oraz w 2016 roku – i paradoksalnie koncepcja wraca regularnie co około 10 lat, ponieważ kolejne rządy zamiast upraszczać system, dokładają nowe wyjątki i preferencje.
Już w 2005 roku, w ramach projektu „Proste Podatki” w KPRM, zaproponowałem jednolitą podatko-składkę z wysoką kwotą wolną jako alternatywę wobec liniowego PIT 15 proc. Kluczowe było to, że składki są naliczane liniowo i stanowią około 75 proc. łącznych obciążeń, więc sama progresja w PIT nie redukuje realnie klina dla osób o niskich dochodach. Bez integracji PIT z ZUS i NFZ nie da się skutecznie zwiększyć progresji ani poprawić bodźców do legalnej pracy.
Projekt został rozwinięty przeze mnie w 2016 roku we współpracy z ok. 40-osobowym zespołem eksperckim. Zakładał m.in., że stawki dla przedsiębiorców wynosiłyby około połowy stawek dla pracowników, a łączne obciążenia (PIT–ZUS–NFZ) nie przekraczałyby 25 proc. dochodu, przy minimalnej składce ok. 600 zł miesięcznie. Reforma została wstrzymana pod koniec 2016 roku decyzją premiera Mateusza Morawieckiego.
W kolejnych latach wdrożono jedynie elementy administracyjne (wymiana danych ZUS–KAS, e-składka od 2018 r.), podczas gdy kolejne reformy – w tym Polski Ład – zwiększały złożoność systemu, zwłaszcza w obszarze składki zdrowotnej. System pozostaje skomplikowany i nierówno traktuje różne formy zatrudnienia.
Cele reformy pozostają niezmienne:
1. uproszczenie i uszczelnienie systemu podatkowo-składkowego;
2. zwiększenie progresji klina podatkowego;
3. eliminacja arbitrażu i dualizmu rynku pracy;
4. wzmocnienie bazy dochodowej systemu ubezpieczeń i finansów publicznych.
Wątki te analizowałem szerzej w tekstach:
„W poszukiwaniu kompromisu wokół umów śmieciowych”
https://ustip-journal.com.pl/article/146528/pl
„Programowanie reformy jednolitej daniny w 2016 r. w świetle koncepcji bazy i nadbudowy”
https://ustip-journal.com.pl/article/146149/pl
Korzystne efekty mojego projektu z 2016 roku dla rynku pracy omawiali także Maciej Albinowski i Piotr Lewandowski (Instytut Badań Strukturalnych):
https://ustip-journal.com.pl/article/148605/en
Dobrze, że dziś – przy wsparciu środowisk eksperckich, w tym Instytutu Jagiellońskiego i innych think tanków – temat wraca w bardziej dojrzałej debacie. Jednolita danina powinna być jedną z kluczowych reform strukturalnych tej dekady.
– Paweł Wojciechowski, prezes Instytut Finansów Publicznych


